Adaptacja szyta na miarę

Adaptacja dziecka w żłobku to temat rzeka, o którym można by popełnić książkę. Kto wie, może kiedyś przypadnie mi to w udziale. Mam całe mnóstwo przemyśleń w tym temacie – począwszy od tego, jak adaptacja nie powinna wyglądać i co nią nie jest, chociaż tak się często szumnie nazywa w wielu żłobkach, poprzez narosłe wokół adaptacji mity i powielane uogólnienia, którymi się straszy rodziców, aż po niesamowite historie przeróżnych żłobkowych adaptacji, w których miałam okazję uczestniczyć. Być może tu na blogu powstanie swego rodzaju cykl artykułów obejmujący tę tematykę. Dzisiaj chciałabym podzielić się naszym pomysłem na adaptację. Jak to wygląda w domowym żłobku…?

Bezpłatny pierwszy tydzień

Pierwszy tydzień adaptacyjny w naszym żłobku jest bezpłatny. Ma to swoje uzasadnienie w wielu kwestiach – przede wszystkim w wymiarze marketingowym (jest to jakaś forma uatrakcyjnienia oferty związana z niższą opłatą) i organizacyjnym (trudno, żeby rodzic płacił za opiekę w żłobku, gdy przez te pierwsze dni przychodzi tam razem z dzieckiem na max 2-3 godziny), ale także jest to też pewna forma weryfikacji swoich oczekiwań i zmierzenia się ze żłobkową rzeczywistością. Nie boję się powiedzieć głośno, że mieliśmy już takie sytuacje, że po tygodniu adaptacyjnym rodzice rezygnowali ze żłobka, bo okazało się, że zupełnie inaczej sobie to wyobrażali. Uznali wówczas, że w ogóle żłobek nie jest dla nich, że mają inne potrzeby. Z perspektywy żłobkowej cioci to zawsze trudna sytuacja, bo przez ten tydzień zwykle dajemy z siebie maksimum, mierzymy się z różnymi trudnymi sytuacjami, aby zdobyć zaufanie dziecka i kiedy już wydaje się, że zaczynamy nawiązywać relację z maluchem, wszystko się przerywa i kończy. Ale w gruncie rzeczy to też jest OK, bo skoro rodzic ma oczekiwania i potrzeby, których i tak żłobek nie byłby w stanie spełnić, to zdecydowanie lepiej kulturalnie rozstać się zawczasu.

Czym jest adaptacja?

Od tego pytania koniecznie trzeba wyjść, aby była jasność, o co nam chodzi i jakie cele są na horyzoncie, gdy mówimy, że chcemy, aby dziecko się zaadaptowało w żłobku. Bardzo często spotykam się z takim przekonaniem, że adaptacja to taki czas, kiedy dziecko musi się przyzwyczaić do tego, że mamy nie ma obok, do nowego miejsca, nowych warunków i do opiekunek rzecz jasna. Coś w tym jest, ale to z pewnością nie jest wyjaśnienie wyczerpujące temat. Według mnie adaptacja to proces, w którym dziecko nie tylko poznaje nowe miejsce i warunki funkcjonowania w grupie rówieśników, ale przede wszystkim nawiązuje relację z nowymi opiekunami. Co to oznacza w praktyce? Głównie to, że taki proces trwa i nie dzieje się ot tak, ale także, że zależy od mnóstwa czynników. Często rodzice pytają mnie na samym początku, jak będzie wyglądała ta adaptacja? Odpowiadam zawsze: proszę zapytać swoje dziecko. To jest główny zainteresowany i najwięcej zależy właśnie od niego – jego temperamentu, cech osobowości, dotychczasowych przyzwyczajeń, upodobań, lęków i tak dalej…

W drugiej kolejności odpowiedzialność za to, jak adaptacja może wyglądać, spoczywa na linii rodzice – opiekunki i ich współpracy. Zaangażowanie cioć w nawiązywanie relacji z dzieckiem jest mega ważne, ale nie mniej znaczące jest nastawienie rodziców. Czasem bywa tak, że ciocie wychodzą z siebie, żeby zainteresować czymś malucha, zachęcić do zabawy, pomóc w przeżywaniu tęsknoty i rozłąki, a mama na przykład nie jest gotowa na takie rozstanie, albo nie jest przekonana do tego konkretnego żłobka, coś wzbudza jej wątpliwości i… cała adaptacja może polec. Dzieci niesamowicie wyczuwają emocje rodziców i chłoną je jak gąbka. Wiem doskonale, jak trudne są to chwile dla mamy, bo sama też przeżywałam posłanie swojego starszego dziecka najpierw do klubu malucha, a później do przedszkola i rozumiem, że nie da się być zupełnie na luzie, spokojnym, nie martwić się… Ale doświadczyłam też bardzo mocno, że ten spokój przychodzi coraz bardziej namacalnie (lub nie), gdy to, co widzimy w żłobkowej sali zabaw jest nam bliskie, podoba nam się, jak opiekunki się zwracają do dzieci, jak mówią o ich emocjach i potrzebach, jak zachowują się inne dzieci, czy są zauważane, wysłuchane i przytulane, gdy tego potrzebują… Takie doświadczenia budują zaufanie do opiekunek, a na bazie zaufania można sobie dużo łatwiej poradzić z własnymi emocjami i niepokojem, czy nasz maluch sobie poradzi.

Jakie jeszcze czynniki mogą wpływać na adaptację i jej przebieg? Pokrótce: ile mamy na nią czasu (jeśli tylko jest możliwość zawsze sugeruję, by przeznaczyć sobie na to około miesiąca); ile osób jest w nią zaangażowanych (czy oboje rodzice, czy tylko mama/tata, czy też np. babcie, które czasem przyprowadzają/odbierają); jaka jest grupa, do której wchodzi dziecko; czy jest zachowana względna ciągłość przychodzenia do żłobka czy też po drodze zdarzy się np. infekcja/wyjazd i związana z tym nieobecność. Takich czynników mogących komplikować lub ułatwiać proces adaptacji jest oczywiście całe mnóstwo.

Jak to u nas wygląda?

Hasłem przewodnim w naszym żłobku jest podążanie za dzieckiem, a że dzieci są przeróżne, to i adaptacje też wyglądają bardzo różnie. Pierwszy etap to swobodna obserwacja. Mama przychodzi z dzieckiem pierwszego dnia na max dwie godziny najczęściej rano po śniadaniu i po prostu jest z nim na sali. Bywa tak, że ten czas dziecko spędza przyklejone do jej kolan, bywa też, że zupełnie o mamie zapomina i idzie się bawić. Czasem jest też pośrodku – dzieci trochę chcą się bawić, a trochę przychodzą do mamy, żeby się przytulić i upewnić, że wszystko w porządku. Gdy maluch zaczyna się w miarę swobodnie bawić sam, mamę lokujemy gdzieś w kącie sali i prosimy, żeby czymś się zajęła, np. czytaniem książki. Mama jest, ale już nie tak zupełnie dostępna dla dziecka. Jeśli dziecko czuje się z tym dobrze, kolejnego dnia tłumaczymy, że mamę bolą już plecy od siedzenia na podłodze/krzesełku w sali i może wygodniej jej będzie na ławce w szatni. Drzwi do sali są nieco uchylone, maluch może w każdej chwili pójść do mamy, przytulić się, upewnić się, że tam jest i czeka, ale na sali jest już sam. To często bywa moment przełomowy, kiedy dziecko nie tylko wchodzi w interakcję z nami, ale też zaczyna wychodzić z inicjatywą – np. przynosi i pokazuje nam zabawki/książki, gdy czegoś potrzebuje, sygnalizuje to nam, a nie mamie jak dotąd. Dla nas to też jest zawsze poruszająca przemiana i sygnał, że dziecko jest gotowe, aby zostać w żłobku bez mamy. Pytanie tylko, czy mama też jest na to gotowa. 🙂 Jeśli niekoniecznie, też dajemy na to czas. Czasem mama chce jeszcze przez 1-2 dni posiedzieć w szatni na wszelki wypadek. Pierwsze wyjście i zostawienie dziecka w żłobku nie powinno być długie, zwykle sugerujemy by była to maksymalnie godzinka i aby rodzic był w pobliżu i pod telefonem. Od tego, jak zareaguje dziecko zależą kolejne dni – jeśli jest OK, to główną „robotą” do zrobienia jest wydłużanie czasu pobytu dziecka w żłobku do docelowych godzin. Jeżeli jednak maluch bardzo płacze i nie daje się ukoić, ustalamy sobie z rodzicem limit np. 20-30 minut i po takim czasie nie dającego się ukoić płaczu, dzwonimy i mama od razu przychodzi. Czasem zdarza się też, że na początku jest OK, a po jakimś czasie, najczęściej po tygodniu-dwóch dziecko łapie kryzys pod tytułem „aha, było nawet fajnie, ale to już tak będzie codziennie…??”. Zawsze wtedy warto zrobić jakiś krok do tyłu – czasem to będzie tylko skrócenie czasu w żłobku, a czasem cofnięcie się do etapu bycia w szatni czy nawet z dzieckiem na sali. Wszystko po to, by podbudować tę tworzącą się nową relację i dać zagubionemu maluchowi maksimum troski, uwagi i poczucia bezpieczeństwa.

Opisany powyżej proces może trwać bardzo różnie – od kilku dni do kilku tygodni. To taki zarys, który często nam się powtarza, ale zdarza się oczywiście, że adaptacja bywa bardzo niestandardowa, z różnymi komplikacjami i zwrotami akcji. Zawsze staramy się jednak, by nie fundować dziecku niepotrzebnych dramatów i zapewnić maksymalnie dużo wsparcia, by ten proces adaptacji był jak najbardziej łagodny i pozytywny. Historie poszczególnych dzieci bywają naprawdę niesamowite i są też dla nas źródłem radości i satysfakcji, że mogłyśmy towarzyszyć i uczestniczyć w tym niesamowitym procesie wchodzenia w nowe środowisko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *