Jak mieć „grzeczne” dziecko?

Grzeczne – czyli jakie?

Bardzo trudno zdefiniować to pojęcie. Dla jednych jest to spokojne i ułożone dziecko, dla drugich posłuszne i nie sprawiające rodzicom kłopotów. Takie dzieci istnieją (serio!) ale to, dlaczego takie są, nie zależy w żadnej mierze ani od nas, ani od nich samych. To najczęściej kwestia temperamentu, charakteru, a nawet samopoczucia dziecka w danym dniu lub otoczenia w jakim się znajduje. Nie rzadko jest tak, że dziecko w żłobku jest bardzo spokojne, ułożone i nie sprawia żadnych kłopotów, a w domu wręcz przeciwnie. Dlatego nazywanie dziecka „grzecznym” lub „niegrzecznym” jest w moim odczuciu krzywdzące.

W tym tekście „grzeczne” dziecko rozumiem bardziej jako „niesfrustrowanych rodziców”. I być może właśnie tak powinien brzmieć tytuł „Jak być mniej sfrustrowanym/zdenerwowanym rodzicem?”…?

Przedstawię wam kilka naszych sposobów na to, jak sobie to całe rodzicielstwo umilić i móc się z niego bardziej cieszyć. Większość z tych porad sprawdza się również w żłobku i bardzo staramy się z nich korzystać, zajmując się naszymi „żłobkowymi” dziećmi.

Obniż wymagania

Największym problemem rodziców, jaki zwykle obserwuję, jest wymaganie od dziecka więcej, niż jest ono w stanie zrobić. Po pierwsze należałoby się zastanowić, czy to, czego oczekujemy, jest adekwatne do wieku naszego dziecka. Czy wymaganie od roczniaka, żeby nie ściągał obrusu ze stołu, ma sens? Nie ma. Większy sens ma zabranie obrusu i schowanie do szuflady, niż próba nauczenia dziecka za wszelką cenę, że tego ruszać nie wolno. Często rodzice argumentują to w ten sposób: „Musi wiedzieć, że tego mu nie wolno. Jak mu nie zabronisz, to się nie nauczy”. No nie do końca. Przyjdzie taki moment, że dziecko po prostu przestanie ściągać ten obrus, bo do tego dorośnie. A skąd będzie wiedziało, że tak się nie robi? Zobaczy, że my tego nie robimy. Po prostu. Dziecko w pierwszej kolejności uczy się przez przykład, uczy się obserwując rodziców, a nie słuchając tego, co do niego mówią, choćby powiedzieli to milion razy.

Podam taki przykład w przełożeniu na realia żłobkowe. W wielu miejscach, w których pracowałam, dzieci były wręcz zmuszane do sprzątania zabawek. No bo wiadomo, muszą sprzątać, żeby się nauczyć sprzątać. Nie całkiem tak to wygląda. Zmuszanie do czegokolwiek (czy to szantażem czy wzbudzaniem strachu czy karą), prędzej będzie miało odwrotny skutek i zniechęci dziecko jeszcze bardziej do danej czynności. W naszej grupie są głównie około roczne dzieci, więc nie wymagamy od nich żeby sprzątały zabawki. Zachęcamy, mówimy o tym, że sprzątanie jest ważne, po co to robimy i tyle. Kiedy my sprzątamy, maluchy zwykle przybiegają i wrzucają klocki do pudełka. Chętniej robią coś, co my robimy niż to, o czym tylko mówimy.

Druga sprawa to etapy rozwoju dziecka i typowe dla danego wieku zachowania. Warto je znać. Łatwiej jest coś zaakceptować, kiedy wiemy, że to normalne, rozwojowe i nie tylko nasze dziecko tak ma.

Zastanówmy się też, czy to czego wymagamy, jest aż tak ważne, że nie możemy odpuścić. Wiadomo, że są takie sytuacje, w których odpuścić się nie da. Dla mnie jest to chociażby mycie zębów czy badanie lekarskie, którego moje dziecko nie znosi. Ale w kwestiach, które nie są aż tak istotne, często nie odpuszczamy tylko dlatego, że „dziecko musi się nauczyć”, albo „jak raz mu pozwolę, to mi wejdzie głowę”, lub co gorsza „jestem jego rodzicem i ma mnie słuchać”. Bzdura. Jeśli tylko mamy taką możliwość i chęć to dostosowujmy się do dziecka. Nie zabraniajmy czegoś „bo tak”, a jeśli już zabraniamy, to tłumaczmy, jaki jest tego powód, używając prawdziwych argumentów.

W naszym żłobku odpuszczamy w wielu kwestiach. Czasami jest to mycie rączek przed obiadem, jeśli dzieci są bardzo głodne, a rączki myły chwilę wcześniej po jakiejś zabawie. Innym razem pozwalamy jeść na stojąco, bo dziecko, które właśnie nauczyło się wstawać, w tej pozycji chce robić wszystko. Takie „odpuszczanie” wychodzi wszystkim na dobre i pomaga uniknąć wielu niepotrzebnych, stresujących sytuacji.

Śmiech zamiast krzyku

W wielu sytuacjach można stres zamienić w wygłupy. Zamiast krzyczeć, ponaglać, powtarzać kilka razy, żeby dziecko coś zrobiło, spróbujmy zachęcić je w jakiś humorystyczny sposób. Na przykład, podczas zakładania dziecku bucików, zamiast się złościć, że maluch nie chce usiedzieć na pupie i ciągle nam ucieka, można powiedzieć: „Ciekawe co by było, gdyby te buciki zjadły twoje stópki!” i zakładamy buty, mówiąc żartobliwym tonem „mniam, mniam, mniam”. Takie zabiegi nie zawsze działają. Czasami rodzic się bardzo stara, a dziecko i tak nie chce współpracować. Zależy to od wielu czynników, ale zawsze warto spróbować!

To świetne rozwiązanie także do żłobka! Zamiast próbować uspokoić dzieci mówiąc lub krzycząc, spróbuj śpiewać albo się wygłupiać. Działa prawie za każdym razem.

Dbaj o własne potrzeby

Szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dziecko. Jeśli chcemy mieć więcej cierpliwości, empatii i zasobów zrozumienia dla naszego malucha, to dbajmy o swoje potrzeby. Róbmy to, co sprawia, że chce nam się rana wstać z łóżka. Dla jednej mamy będzie to przeczytanie ciekawej książki lub obejrzenie serialu, dla innej wizyta u kosmetyczki albo gorąca kąpiel w samotności. Wychodźmy z domu bez dzieci – we dwoje albo ze znajomymi. Zamiast kupować kolejną zabawkę, kupmy coś także dla siebie. Dbanie o siebie jest ważne nie tylko ze względu na nasze samopoczucie, ale również na wzór jaki dajemy dziecku. Powinno ono wiedzieć, że każdy członek rodziny ma swoje potrzeby i wszystkie są równie istotne. To procentuje również na przyszłość. Kiedyś to nasze dziecko będzie mamą lub tatą, żoną lub mężem i będzie potrafiło zadbać o siebie w takim samym stopniu, jak o resztę domowników.

Jest jeszcze druga kategoria „potrzeb” czyli „potrzeby podstawowe”. Poziom frustracji rodzica jest wprost proporcjonalny do odczuwanego przez niego głodu lub zmęczenia. Troszczmy się o to, żeby znaleźć czas na zjedzenie ciepłego posiłku czy odpoczynek.

Staraj się zaspokajać potrzeby dziecka

Nie chodzi tylko o jedzenie czy sen. Chociaż wiadomo, że głodne dziecko, podobnie jak głodny rodzic, jest bardziej zniecierpliwione i łatwiej wpada w złość. Oprócz zaspokajania tych dwóch potrzeb, o których zwykle nie trzeba nikomu przypominać, jest jeszcze coś. Potrzeba bliskości, przytulania, noszenia, bujania, poczucia bezpieczeństwa. Dziecko, które jest noszone czy przytulane wtedy, gdy tego potrzebuje, chętniej bawi się samo i mniej płacze. Zaobserwowałam pewną zależność, gdy mój syn był jeszcze niemowlakiem. Po powrocie ze spaceru, na którym siedział w wózku, chciał być ciągle na rękach. Płakał, nie chciał się bawić i ewidentnie potrzebował się tulić. Natomiast, gdy wracaliśmy ze spaceru w chuście, potrafił przez pół godziny bawić się sam na macie i w ogóle mnie w tym czasie na potrzebował. Zrozumiałam wtedy, jak ważna jest dla niego ta bliskość. Dostał odpowiednią dawkę noszenia i przytulania, więc mógł bez przeszkód eksplorować świat, a ja cieszyłam się chwilową wolnością. Nie jeden by powiedział, widząc nas w takich chwilach, że mam grzeczne dziecko. A ja po prostu miałam dziecko, którego potrzeby na ten moment były zaspokojone. Można tę zależność odnieść również do rzeczywistości żłobkowej. Często jest tak, że gdy dziecko zaczyna marudzić, to wystarczy jest chwilę ponosić lub poprzytulać, żeby wróciło do zabawy. O noszeniu w żłobku możecie poczytać tutaj

Wczuj się w emocje dziecka

Warto czasami zastanowić się, dlaczego dziecko zachowuje się w ten, a nie inny sposób. Spróbować postawić się na jego miejscu i pomyśleć czy w analogicznej sytuacji z „dorosłego życia”, nie zachowujemy się przypadkiem podobnie, a nawet jeśli nie, to tylko dlatego, że jesteśmy bogatsi o pewną wiedzę i doświadczenie oraz potrafimy lepiej radzić sobie z emocjami i je wyrażać. Jeśli denerwuje nas, że dziecko nie chce wracać do domu z placu zabaw, to zastanówmy się, co czujemy, gdy musimy wracać z miejsca, w którym świetnie się bawimy (niech będzie to udana impreza, wyjazd wakacyjny albo dom rodzinny odwiedzany „od święta”). My wiemy, że nic nie trwa wiecznie, wiemy dlaczego musimy wracać i mimo, że jest nam przykro, potrafimy się z tym pogodzić. Dziecko jeszcze tego nie wie i jeszcze tego nie potrafi.

Zaakceptuj dziecko takie, jakim jest

Nie próbujmy na siłę zmieniać dziecka. Zaakceptujmy je takim, jakie jest. Postarajmy się zrozumieć i znajdźmy swój własny sposób na wychowanie. Będąc w ciąży, wyobrażałaś sobie, że będziecie chodzić na długie spacery, ale twoje dziecko nie lubi wózka? Zamiast próbować go do niego przekonać, zamień wózek na chustę. Myślałaś, że twój maluch będzie spokojny, będziecie godzinami przeglądać książeczki i bawić się klockami, a trafił ci się egzemplarz ruchliwy, którego wszędzie pełno? Znajdź inny sposób na wspólne spędzanie czasu. Może bieganie za piłką będzie dla niego bardziej odpowiednie.

Mam nadzieję, że nasze rady się wam przydadzą i choć trochę umilą rodzicielstwo lub pracę z dziećmi.

Na koniec książki, które były inspiracją do tego wpisu. Gorąco polecam je przeczytać.

Agnieszka Stein „Dziecko z bliska”
Carlos Gonzalez „Mocno mnie przytul”
Alfie Kohn „Wychowanie bez nagród i kar”
Joanna Faber, Julie King „Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały”
Daniel J. Siegel „Zintegrowany mózg, zintegrowane dziecko”


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *