Adaptacja w żłobku – fakty i mity

MIT: Adaptacja to 2-3 dni, kiedy dziecko przychodzi do żłobka na krótko, aby poznać nowe miejsce i opiekunki, zanim zacznie zostawać w pełnym wymiarze godzin

Najkrócej ujmując, to największy mit, z którego wypływa całe mnóstwo innych błędnych założeń i wniosków oraz który generuje ogrom nieporozumień wokół tego, jak adaptacja powinna wyglądać, czego można się spodziewać i jak ją przetrwać razem z dzieckiem. To, że maluch rozpoczynający przygodę ze żłobkiem, w pierwszych dniach poznaje nowe miejsce i opiekunki, to tylko jakaś część prawdy o adaptacji. W rzeczywistości jest to proces, w którym chodzi przede wszystkim o nawiązanie relacji z nowymi opiekunami. To właśnie w kontekście nowych relacji jest możliwe stopniowe oswajanie się z sytuacją bycia bez mamy i taty przez jakąś część dnia, uczenie się bycia w grupie rówieśniczej oraz wchodzenie w żłobkowy rytm dnia i zasady. A skoro to taki złożony proces, to nie jest możliwym, by trwało to 2-3 dni. Nawet jeśli wszystko idzie gładko i prawie od początku dziecko zostaje samo w żłobku, to proces adaptacji trwa zdecydowanie dłużej – zwykle przyjmujemy, że jest to około miesiąca, to taki czas, kiedy można już trochę się wzajemnie poznać i nawiązać zalążek dobrej relacji. Warto też pamiętać o tym, że adaptacja w żłobku dotyczy nie tylko dziecka, ale także rodziców. To wszystko, co dzieje się w kontakcie na linii rodzice-dziecko i rodzice-żłobek w procesie adaptacji to jego nieodłączna i bardzo ważna część, od której naprawdę wiele zależy.

FAKT: Krótkie pożegnania to kluczowy element adaptacji

To takie hasło, które najczęściej przewija się w dyskusjach około-żłobkowych zarówno wśród rodziców, dzielących się własnymi doświadczeniami, jak wśród żłobkowych cioć, wymieniających się swoimi spostrzeżeniami i patentami na gładką i łatwą adaptację nowych dzieci w żłobku. Rzeczywiście jest prawdziwe, choć często traktowane zbyt dosłownie, jakby to tylko o to chodziło w całej adaptacji. Jeśli jednak weźmie się pod uwagę cały kontekst procesu adaptacji, o którym napisałam powyżej oraz umożliwi dziecku i rodzicom spokojne i łagodne wejście w nową sytuację, poznanie żłobkowej rzeczywistości i oswojenie się z nią, to w momencie, kiedy wszyscy są już gotowi na to, by dziecko zostawało samo w żłobku, rzeczywiście warto skupić się na konkretach. Krótkie pożegnania nie oznaczają, że mama ma się godzić na to, by opiekunka wyrywała jej z rąk płaczącego malucha i zamykała drzwi przed nosem, tłumacząc, że tak będzie lepiej. To nic innego jak przemoc, zwłaszcza, kiedy dzieje się w tych pierwszych dniach pobytu w żłobku, gdy dziecko jeszcze dobrze nie zdążyło poznać nowego miejsca. Ale jeśli proces adaptacji trwa już jakiś czas, dziecko zna ciocie i generalnie dobrze czuje się w żłobku, ale pożegnania są dla niego trudne i okupione płaczem, to czasem trzeba to po prostu wziąć na klatę. Oczekiwanie, że maluch nie będzie płakał, jest kompletnie bezsensowne. Pytanie tylko, co dzieje się z tym płaczem? Czy dziecko znajduje ukojenie w ramionach cioci? Czy jego emocje są zaopiekowane? Czy dostaje bliskość i poczucie bezpieczeństwa, dzięki którym potrafi się uspokoić? Jeśli tak, to to jest zupełnie w porządku i jeśli jest to problem, to dotyczy on nie dziecka, a raczej rodziców, którzy często sami zwyczajnie nie są gotowi na rozstanie ze swoją pociechą. Jeżeli sytuacja jest przepracowana przez rodziców, proces adaptacji postępuje i generalnie wszyscy czują, że jest OK, to krótkie pożegnania rzeczywiście bywają kluczem do sukcesu. Nie ma co przedłużać, rozpaczać, przetrzymywać dziecko w szatni na jeszcze jedno przytulenie, bo to tylko wprowadza niepotrzebne napięcie. Uścisk, zapewnienie, że przyjdzie się po dziecko o danej porze (np. po obiedzie/po drzemce/po spacerze) i buziak naprawdę wystarczy. A jeśli rodzic bardzo stresuje się tym, co się dzieje z dzieckiem po jego wyjściu, zawsze można zadzwonić do żłobka, napisać sms, czy nawet poprosić o zdjęcie, co robi dziecko.

MIT: Przed rozpoczęciem żłobka trzeba dziecko odstawić od piersi / nauczyć samodzielnego zasypiania / przestawić na jedną drzemkę w ciągu dnia / … (cokolwiek)

Nic nie trzeba. Wręcz nie warto. Nie warto tuż przed adaptacją w żłobku wprowadzać zmian, które będą mocno stresujące dla dziecka. Nie warto odstawiać od piersi właśnie wtedy, kiedy może to być dla dziecka ogromny bastion poczucia bezpieczeństwa, a także bogactwo przeciwciał i mikroelementów w ważnym momencie dla zdrowia i kształtowania odporności. Nie warto majstrować w rytmie dnia dziecka, bo często okazuje się, że maluchy zupełnie inaczej funkcjonują w tygodniu w żłobku, a inaczej, gdy są w domu i nie ma w tym nic niepokojącego. Jeśli warto cokolwiek robić przed rozpoczęciem przygody ze żłobkiem, to przede wszystkim znaleźć naprawdę dobry żłobek i zaopiekować siebie – przepracować własne obawy i emocje, rozwiać swoje wątpliwości, dać sobie dużo empatii, bo to naprawdę trudny moment także dla rodziców i uzbroić się w mnóstwo pozytywnego nastawienia, cierpliwości i pogody ducha, z takim przekonaniem, że będzie dobrze. Jest coś takiego jak emocjonalne wi-fi i dzieci odbierają je doskonale, chłoną nasze emocje jak gąbka. Poradzą sobie ze wszystkim, mając przy sobie spokojnych, uśmiechniętych i zaopiekowanych rodziców.

FAKT: Dziecko powinno mieć ze sobą w żłobku ulubioną przytulankę/pieluszkę/kocyk

Może nie powinno, ale jeśli rzeczywiście ma taki przedmiot, to może on wiele ułatwić. Jeśli dziecko takiej ulubionej przytulanki nie ma, można spróbować ją wprowadzić na jakiś czas przed rozpoczęciem żłobka – dokładny opis z cennymi wskazówkami, jak to zrobić, opisała Magda Komsta w tym wpisie . Warto też dogadać takie kwestie z personelem żłobka, bo słyszałam już takie historie, że panie nie pozwalają mieć dzieciom swoich maskotek w żłobku, albo pozwalają je wnosić na salę przy rodzicach, a później zabierają dzieciom w imię jakichś bzdurnych idei, żeby dzieci nie rozpieszczać… W wielu żłobkach i przedszkolach, w tym także u nas, jest taka zasada, że każde dziecko może codziennie przynieść ze sobą jedną zabawkę i ona wtedy jest naprawdę tylko jego, nie musi się nią dzielić z innymi dziećmi, jeśli nie ma na to ochoty, może z nią chodzić cały dzień, jeśli tylko mu to pomaga. Z naszego doświadczenia mogę się podzielić takimi wzruszającymi historiami dotyczącymi dziecięcych przytulanek, gdy starsze dzieci znają już maskotki innych i przynoszą tym młodszym lub dopiero adaptującym się maluchom ich misie, gdy płaczą z jakiegoś powodu, bo wiedzą, że ta przytulanka jest ważna i daje ukojenie w trudnych emocjach. Całkiem niedawno doświadczyłyśmy też zupełnie nadzwyczajnej i mega wzruszającej sytuacji, gdy 1,5-roczna dziewczynka w trakcie adaptacji, a dokładnie drugiego dnia, gdy została sama w żłobku (!), potrafiła innemu dziecku, które się rozpłakało, podać swoją ukochaną lalę, żeby je pocieszyć…! Po 10 sekundach chciała ją z powrotem, ale sam fakt, że zdobyła się na taki gest, choć sama przeżywała jeszcze trudne emocje, był dla nas niesamowity i mnie zwyczajnie zakręciła się łezka w oku.

MIT: Dobra i łagodna adaptacja to taka, kiedy dziecko w ogóle nie płacze

Absolutnie nie o to chodzi w idei łagodnej adaptacji. Chcielibyśmy czasem, żeby dziecko w ogóle nie przeżywało smutku, albo niech sobie przeżywa, ale po cichu, bez płaczu i rozpaczy. Oczekiwanie tego od małego dziecka jest zupełnie bezsensowne. To, że dziecko tęskni i płacze jest normalne, zdrowe i wręcz potrzebne – lepiej, że te emocje znajdują ujście w płaczu, niż gdyby miały być tłumione. Kluczowe jest tutaj to, co się dzieje z tym płaczem. Dziecko zostawione samo sobie, żeby się wypłakało, bo „po prostu musi swoje wypłakać, żeby się przyzwyczaić”, to dramat w czystej postaci i zwyczajne okrucieństwo. Co innego jednak, gdy maluch w płaczu jest noszony, tulony, nawet gdy nie od razu znajduje ukojenie w czyichś ramionach, to jest w bliskim kontakcie z opiekunkami, które nie zaprzeczają jego emocjom, ale dają empatię, wsparcie i poczucie bezpieczeństwa. Są nawet badania naukowe, potwierdzające, że gdy płaczące dziecko jest w bliskim kontakcie fizycznym z opiekunem, nie dochodzi do wyrzutu ogromnych ilości kortyzolu (hormon stresu) tak jak w przypadku dziecka płaczącego w samotności. Jeśli zatem płacz dziecka jest zaopiekowany, to nie jest żadnym powodem do niepokoju, zwłaszcza w procesie adaptacji.

FAKT: To Ty jesteś ekspertem od swojego dziecka. Nie panie w żłobku.

Tak, Ty, Mamo. To Ty znasz najlepiej swoje dziecko i masz taki niesamowity dar jak matczyna intuicja. Ufaj jej ponad wszystko. Jeśli jest coś, co Cię niepokoi, martwi, wzbudza wątpliwości, nie bój się pytać, rozmawiać i drążyć. Nie musisz od razu pisać o tym na fejsbukowej grupie, najpierw rozmawiaj z opiekunkami i dyrekcją żłobka. Często w tych początkowych tygodniach przygody ze żłobkiem natłok nowości i informacji jest tak ogromny, że pewne detale się gubią, zacierają, nie są do końca jasne – nie warto wtedy snuć domysły. Zdecydowanie korzystniej po prostu przegadać problematyczne kwestie. Stały i wyczerpujący kontakt na linii rodzice-żłobek jest nieocenioną, wręcz bezcenną pomocą dla obu stron w procesie adaptacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *