Żłobkowa Ciociu! Jak możesz pomóc dziecku w procesie adaptacji

Każda opiekunka ma na pewno swoje strategie i sposoby, na to żeby pomóc dziecku możliwie najłagodniej przejść proces adaptacji. W tym tekście chcę przytoczyć te, które są dla nas najważniejsze. Tekst jest dla osób, które prowadzą adaptację zarówno z rodzicem, jak i bez, dotyczy momentu w którym dziecko zostaje już w żłobku samo.

Nie wyrywaj dziecka z rąk mamy, pozwól jej zdecydować, kiedy odda dziecko.

Krótkie pożegnania nie zawsze się sprawdzają. Czasami warto pozwolić dziecku przez chwilę poprzytulać się w szatni do mamy i poczekać, aż samo będzie gotowe wejść na salę. Są dzieci, które dzięki temu lepiej znoszą adaptację. Oczywiście ważne, żeby rozmawiać z rodzicem i tłumaczyć, że jeśli trwa to zbyt długo, a dziecko wcale nie zamierza wejść na salę, płacze w szatni, a w efekcie i tak wchodzi na salę z płaczem, to nie jest to korzystne dla nikogo – to niepotrzebny, dodatkowy stres. Warto przez te pierwsze dni zaobserwować, jak dane dziecko reaguje i która forma pożegnań jest dla niego korzystniejsza. Wrzucanie wszystkich do jednego worka nigdy nie jest dobrym pomysłem. Ważne natomiast jest, aby to rodzic decydował, kiedy oddaje dziecko. Jeśli widzimy, że dla tego dziecka korzystniejsze będą krótkie pożegnania, to dobrze jest na spokojnie porozmawiać o tym z rodzicem, powiedzieć dlaczego, tak może być lepiej, wysłuchać też jego punktu widzenia, obaw i istoty trudności. Jednym z ciekawych rozwiązań, które można zaproponować w takiej sytuacji, jest wyznaczenie jakiegoś konkretnego czasu na pożegnanie w szatni, np. 5 minut. Mama ustawia stoper w telefonie i kiedy zadzwoni sygnał, definitywnie żegnają się w szatni i dziecko jest przekazane cioci. Trzeba bacznie obserwować okoliczności, bo są też dzieci, które presja upływającego czasu może jeszcze mocniej stresować. Poza tym sam moment przekazania dziecka cioci też warto trochę odczarować i potraktować z pewną dozą humoru, aby nieco „spuścić powietrze” z tego balonu napięcia i stresu. Można zaaranżować, że dziecko jest piłeczką i skacze hop! z rąk mamy do rąk cioci, albo że mama to kurier, który przywiózł do żłobka przesyłkę i to dziecko jest tą miłą paczuszką.

Zupełnie nieakceptowalne jest zachowanie opiekunki, która wchodzi do szatni, wyrywa dziecko z rąk mamy, albo zabiera je z innego miejsca bez zgody rodzica.

Pozwól dziecku mieć ze sobą ulubioną przytulankę/kocyk/pieluszkę

I pozwól, żeby mogło z tym chodzić, kiedy chce i gdzie chce. Chce jeść obiad z misiem? Niech je obiad z misiem. Chce robić z nim siku? Niech robi z nim siku. Przynajmniej w tym początkowym okresie adaptacji warto przymknąć na to oko, bo ta ulubiona rzecz z domu jest dla dziecka jednym z gwarantów poczucia bezpieczeństwa i filarem dobrego samopoczucia.

Nie lekceważ emocji dziecka

Zamiast powiedzieć „Nie ma o co płakać” „Przecież mama wróci, tutaj jest fajnie, nie ma powodu do płaczu” ” Jesteś dużym chłopcem, duzi chłopcy nie płaczą”, powiedz: „Widzę, że ci smutno. Chciałbyś żeby mama tutaj była”, „Słyszę, że tęsknisz za tatą. Tata potrzebował pojechać do pracy. Wróci po obiadku”, „Widzę, że to dla Ciebie bardzo trudne i się denerwujesz. Potrzebujesz się przytulić?”. To oczywiście przykładowe dialogi, nie chodzi o to, żeby używać dokładnie takich słów. Chodzi o to, żeby zaakceptować to, co czuje dziecko, pokazać że je rozumiemy i wiemy, że jest mu źle. To jest dużo bardziej wspierające i prawdziwe. Bo dla dziecka to rozstanie z rodzicem jest często dramatem, zwłaszcza, jeśli od razu zostaje w żłobku samo, bez możliwości adaptacji z rodzicem. Ale nawet, jeśli maluch był z mamą na sali i już zna miejsce i ciocie, to również ten moment rozstania jest dla niego trudny. Nie płacze dlatego, że nie lubi żłobka, albo że nie wie, że tutaj można się fajnie bawić. Płacze, bo mimo to, że wie to wszystko, to wolałby być tutaj z mamą. Często boimy się, że pozwalanie dziecku na przeżywanie emocji i nazywanie ich, spowoduje, że tego płaczu, smutku i tęsknoty będzie jeszcze więcej. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie – dużo łatwiej jest odnaleźć się w grupie tym dzieciom, które czują, że mają wsparcie w dorosłym. Spokojna, opanowana opiekunka, która nie boi się dziecięcych emocji, pozwala im się przetoczyć, nazywa je, daje zrozumienie i akceptację, to bezcenny fundament udanej adaptacji.

Pomóż dziecku wyregulować emocje

Strategii regulacji emocji jest wiele. Każde dziecko potrzebuje czegoś innego. Jedno jest jednak pewne – do tego, aby maluch mógł się wyregulować, potrzebuje wyregulowanego dorosłego. Dlatego tak ważne jest, żeby możliwie najlepiej zaopiekować dziecko w czasie, gdy przeżywa silne emocje. Większość dzieci potrzebuje noszenia, bujania, przytulania, ale są też takie które wolą się gdzieś schować i posiedzieć w samotności. Jeśli dziecko potrzebuje tej pierwszej opcji, to staraj się mu ja zapewnić, oczywiście w miarę możliwości. Jeśli dziecko woli być samo, powiedz mu, że jesteś obok i jak będzie potrzebowało, to zawsze może przyjść na przykład przytulić się. Bardzo wyciszająco i kojąco działa na dzieci woda – czasem wyjście z dzieckiem do łazienki, żeby długo i dokładnie umyć rączki pod strumieniem wody, może mu bardzo pomóc się uspokoić. Muzyka, taniec, zabawy ruchowe, także ułatwiają rozładowanie napięcia. Huśtawka, zabawy sensoryczne, bańki mydlane, kolorowa chusta, zabawy paluszkowe i masażyki… i cała masa innych, znanych ciociom żłobkowych lifehacków świetnie się sprawdzą w okresie adaptacji.

Współpracuj z rodzicami

Zawsze warto mieć na uwadze, że to rodzic jest ekspertem od swojego dziecka, a wszystko co robi, robi dla jego dobra. Warto słuchać, co rodzice mają do powiedzenia, pytać o to, co wspiera ich dziecko, a co mu nie służy i wręcz może dodawać napięcia. To, że coś sprawdziło się u kilkunastu innych maluchów, nie znaczy że zadziała zawsze. Warto korzystać z tej wiedzy rodziców i połączyć z tym, co wiemy o dzieciach jako opiekunki.

Wspieraj rodziców

Rodzice są częścią adaptacji i również od nich zależy jej przebieg. To jak czuje się mama, czy jest gotowa na rozstanie z dzieckiem, czy ufa personelowi i co w ogóle myśli o żłobku, ma swoje odzwierciedlenie w zachowaniu i emocjach dziecka oraz może rzutować na cały proces adaptacji. Wspieranie rodziców jest zatem inwestycją w adaptację, a także w długofalową współpracę. To, co na pewno nie jest wspierające, to ocenianie, krytykowanie, pouczanie, bagatelizowanie emocji rodzica, wchodzenie w nie swoje kompetencje, stawanie w pozycji „ja wiem lepiej”. Czasem zdarza się nawet, że rodzice są obarczani winą za trudności czy niepowodzenia w adaptacji. Jak zatem wspierać rodziców w tym trudnym i stresującym momencie? Przede wszystkim: rozmowa – pełna otwartości i ciekawości, pełna empatii, akceptacji i wyrozumiałości. W początkowych dniach pobytu dziecka w żłobku rodzice zadają wiele pytań, czasem banalnych, czasem wręcz dziwnych, ale warto na nie odpowiadać cierpliwie i wyczerpująco. Rodzice docenią też z pewnością autentyczność i zaangażowanie opiekunek oraz luźną atmosferę, poczucie humoru i dystans, minimalizujący stres i napięcie. Cennym wsparciem będą także konkretne podpowiedzi, w jaki sposób rodzice mogą pomóc swojemu dziecku w procesie adaptacji (można przeczytać o tym tutaj), a także dzielenie się pozytywnymi doświadczeniami i historiami.

Daj dziecku „taryfę ulgową”

Trudno wymagać od malucha, żeby od razu dostosował się do zasad panujących w żłobku. Niektóre dzieci nawet przez kilka tygodni nie chcą jeść w żłobku, albo nawet usiąść przy stole, nie biorą udziału w zajęciach. Często maluchy potrzebują usypiania na rękach, noszenia, częstszego towarzyszenia w zabawie. Nierzadko nie chcą się bawić ani wchodzić w interakcje z kolegami, w większości obserwują lub bawią się same. Jest to całkowicie normalne, dziecko potrzebuje czasu, żeby poczuć się całkowicie bezpiecznie i wdrożyć w żłobkowy rytm. Jeśli odpuścimy na początku, to jest duże prawdopodobieństwo, że maluch sam się dostosuje – zacznie zasypiać na leżaczku, jeść, brać udział w zajęciach, gdy tylko będzie na to gotowy. Co ważne! Warto informować rodziców o tym, że takie zachowania dziecka są normalne i miną. Fejsbukowe grupy pękają w szwach od postów rodziców typu „Moje dziecko nie je w żłobku, co robić?”, „Kasia jest w żłobku od dwóch tygodni, nie chce się bawić z dziećmi, czy to normalne?”.

Jeśli dziecko nie daje się uspokoić – dzwoń po rodziców

Dobrze jest ustalić z rodzicem wcześniej, ile czasu dajemy sobie na ukojenie dziecięcego płaczu. U nas jest to zwykle około 20/30 min. Jeśli w tym czasie maluch nieprzerwanie płacze i żadna znana nam strategia nie działa, to dzwonimy po rodzica. Nie ma sensu, żeby dziecko stresowało się dłużej, skoro może krócej. Wiem, że niektóre opiekunki boją się, że rodzice odbiorą to jako ich niekompetencję i pomyślą, że nie potrafią poradzić sobie z dzieckiem. Z doświadczenia i wielu rozmów z rodzicami, mogę śmiało napisać, że wcale tak nie jest. Żeby uniknąć nieporozumień warto uprzedzić rodziców wcześniej, że taka sytuacja może się zdarzyć.

Zadbaj o siebie!

Żeby móc dobrze zaopiekować się maluchem w trudnych emocjach, najpierw trzeba zadbać o siebie i swój dobrostan. Nie licz, że dziecko uspokoi się na rękach głodnej, zniecierpliwionej, sfrustrowanej cioci, która od rana nie miała nawet chwili, by pójść spokojnie do toalety. W naszym żłobku panuje zasada, żeby każda z opiekunek dbała o swoje potrzeby na miarę możliwości – gdy tylko jest spokojniejsza chwila dbamy o regularne jedzenie, planujemy aktywności tak, by umożliwiać sobie nawzajem spokojne wypicie ciepłej kawy, czy wyjście do łazienki. Może brzmi to banalnie, ale potrzeby czysto fizyczne to naprawdę podstawa dobrego samopoczucia. Nie mniej ważne są potrzeby emocjonalne i o to też warto dbać. Każda z nas ma czasem gorszy dzień, jest zdenerwowana, podminowana, albo rozdrażniona, a dzieci to doskonale wyczuwają. Ciężko będzie uspokoić płaczące za mamą dziecko, gdy sam dźwięk tego płaczu doprowadza Cię do szału. Swoją frustracją jeszcze tylko dolewasz oliwy do ognia. Jeśli tylko jest taka możliwość, można poprosić koleżanki, które mają więcej zasobów o odciążenie w trudnym momencie. Może zamiast denerwować się, że nowy maluch płacze, mogłabyś dzisiaj zająć się intensywniej innymi obowiązkami, np. wyszorować fugi w łazience albo zrobić porządki w zabawkach i pomocach? Przewietrzenie się chociaż chwilę też pomaga ochłonąć i nabrać dystansu. Długofalowo lepiej działać prewencyjnie i dbać o siebie na bieżąco, szukając strategii, które pomagają nam ładować baterie.

Adaptacja jest trudna nie tylko dla dziecka, ale również dla rodziców, a także w pewnym stopniu dla nas – opiekunek. Warto więc się wzajemnie wspierać, rozmawiać i szukać optymalnych rozwiązań. To jak adaptacja przebiegnie jest uzależnione od niezliczonej liczby czynników, na które nie zawsze mamy wpływ. Jednak nie ulega wątpliwości, że zawsze warto wykorzystać wszystkie znane nam opcje, żeby ten proces ułatwić zarówno dziecku, jak i sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *