Pożegnanie w żłobkowej szatni – krótkie czy długie?

Prawie wszędzie przeczytacie, że zdecydowanie krótkie! Buziak, papa i do widzenia! Zawsze się sprawdza! Najlepiej! Mało tego – jeśli Wasze, rodziców, pożegnanie w szatni trwa dłużej niż kilka minut, z pewnością dowiecie się, że to świadczy o Waszym niezdecydowaniu, niepewności, braku zaufania do cioć w żłobku, a nawet o niegotowości do rozstania z dzieckiem. Przy okazji – robicie tym dziecku zamęt, utrudniacie proces adaptacji i w ogóle wszystko robicie źle…

Nie przeczę, że to wszystko może być prawdą- w całości lub częściowo w różnych konfiguracjach. Ale na pewno nie zawsze i nie w każdej sytuacji. Dzieci, rodzice, adaptacje są tak różne, że stworzenie jakichś uniwersalnych strategii, które sprawdzą się ZAWSZE, jest zwyczajnie niemożliwe. Najgorsze, co można zrobić to założyć z góry, że krótkie pożegnania sprawdzają się zawsze i dla każdego dziecka będą tą najkorzystniejszą formą rozstania.

Są takie maluchy, które po kilku minutach przytulania, rozmawiania czy po prostu siedzenia obok mamy/taty w szatni, wchodzą na salę same z uśmiechem na ustach. Są też takie, które potrzebują zachęty – zarówno ze strony opiekunek, jak i rodzica. Są w końcu i takie dzieci, które nigdy nie są gotowe na to, żeby wejść na salę samodzielnie – jest to dla nich zbyt trudne, żeby podjąć decyzję o rozstaniu z mamą czy tatą. I nie ma w tym nic złego. Tak po prostu jest. Zaakceptowanie tego faktu stwarza przestrzeń na szukanie strategii, żeby pomóc konkretnym dzieciom w łagodny sposób rozstać się z rodzicem i wejść w rzeczywistość żłobkową. W naszym żłobku funkcjonuje to tak, że zostawiamy otwarte drzwi do szatni i próbujemy różnych sposobów na zachęcenie dziecka – fajna zabawka, atrakcyjna aktywność, zainteresowanie czymś ciekawym za oknem, włączenie muzyki… Czasem jest łatwo i wystarczy drobiazg i chwila, by maluch wszedł sam na salę żłobkową z uśmiechem i bez oglądania się na rodziców. A czasami bywa z tym bardzo trudno…

Kiedy krótkie pożegnanie?

Jeśli dziecko siedzi z rodzicem w szatni bardzo długo (np. pół godziny, godzinę/półtorej), płacze, nie chce wejść, a nawet prosi żeby zabrać je do domu, albo gdy wchodzi na salę zaciekawione tym co się dzieje, ale od razu się cofa i biegnie z powrotem do mamy, to po kilku dniach (czasami nawet kilkunastu) rozmawiamy z rodzicami o tym, żeby spróbować krótkich pożegnań. Taka sytuacja jest zwykle stresująca dla wszystkich i nie widzimy sensu przeciągania jej, jeśli już wiemy, że dla malucha ten moment rozstania jest zbyt trudny, żeby sam mógł o nim zdecydować. Jeżeli nie działa nic innego, to tę odpowiedzialność za podjęcie decyzji o przekroczeniu progu sali, bierzemy na siebie my, dorośli – rodzice i ciocie.
Chcę bardzo mocno zaznaczyć, że zanim wprowadzimy te krótkie pożegnania, rozmawiamy z rodzicem na spokojnie, tłumaczymy na czym ma to polegać, staramy się wysłuchać jego obaw, wątpliwości i wesprzeć w tej trudnej sytuacji. ZAWSZE podejmujemy taką decyzję wspólnie z rodzicami i NIGDY nie wyrywamy dziecka z rąk.

Krótkie czyli jakie?

Jak wygląda takie „krótkie pożegnanie”? Zachęcamy mamę lub tatę, żeby po przebraniu dziecka poprzytulali się chwilę w szatni, porozmawiali (chwilę czyli kilka minut), po czym, gdy będą już gotowi i rodzic zadecyduje, że chce przekazać nam malucha, to robi to w miarę pewnie i wychodzi. Nawet jeśli odbywa się to przy płaczu dziecka, to nie oznacza, że to było „złe” pożegnanie. Na pewno trudne dla wszystkich, ale ten płacz to nie jest zło, którego musimy za wszelką cenę unikać. To naturalny i często jedyny sposób wyrażania emocji przez dziecko, a jedyne i najlepsze, co można wtedy zrobić, to towarzyszyć mu. Właśnie w taki sposób, my, żłobkowe ciocie, przejmujemy swoją rolę i staramy się zrobić wszystko, żeby dziecko poczuło się lepiej, wyregulowało z naszą pomocą emocje, obserwujemy, co się dzieje (czasami brak płaczu nie oznacza, że dziecko się wyregulowało – niektóre dzieci zamykają się w sobie i trwają w trybie przetrwania/zamrożenia). Często jest tak, że gdy wprowadzimy te krótkie pożegnania, to dziecko płacze przy rozstaniu tylko pierwszy/drugi dzień, a już w kolejne wyciąga do nas z uśmiechem rączki. Są też dzieci, które chodzą do żłobka już od kilku miesięcy, lubią to miejsce, mają świetną relację z ciociami, ale nadal płaczą przy rozstaniu. Po prostu jest im trudno się rozstać z mamą. Warto też podkreślić, że taka forma krótkich pożegnań często jest korzystna także dla rodziców, bo bywa tak, że to także mamy i tatusiowie mają trudność z rozstaniem z przyklejonym do siebie maluchem. Wówczas ta współpraca z opiekunkami, rozdzielona odpowiedzialność i jasno określony plan działania, w jaki sposób możemy przekazać dziecko ciociom, może mieć zbawienny wpływ na samopoczucie rodziców, a dzięki temu także na cały proces adaptacji.

Najważniejsze, co chcemy przekazać w tym tekście, to żeby nie wrzucać wszystkich do jednego worka. Nawet jeśli przez lata pracy sprawdzał się wam, opiekunkom, schemat krótkich pożegnań, zachęcamy, żeby zawsze mieć w sobie pewną otwartość i ciekawość dla każdego nowego dziecka. Warto na samym początku dać dziecku szansę, pozwolić dłużej posiedzieć z mamą w szatni, poprzytulać się i porozmawiać, sprawdzić, jak to wpływa na to konkretne dziecko i czy mu służy. Być może w pierwszy dzień będzie to trwało godzinę, ale już w następne krócej i z dnia na dzień dziecko zacznie wchodzić na salę po kilku minutach samo i z uśmiechem na twarzy. Ważne, żeby obserwować sytuację, rozmawiać z rodzicami, informować o swoich spostrzeżeniach i starać się znaleźć ten złoty środek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *